Komentarze te przyczyniły się to względnego uspokojenia na rynkach finansowych w środę, jednak sytuacja jest daleka od większego odreagowania. Obawy o rozprzestrzenianie się kryzysu zadłużenia po całej Europie oraz polityczne zamieszanie w Atenach wpływają na wzrost awersji do ryzyka i przecenę aktywów traktowanych jako bardziej ryzykowne. Sondaże w Grecji pokazują, że lewicowa SYRIZA, która sprzeciwia się warunkom międzynarodowej pomocy finansowej, najprawdopodobniej wygra nowe wybory zaplanowane na 17 czerwca. Jeśli udałoby się jej zawiązać większościową koalicję (sama SYRIZA może na razie liczyć na lekko ponad 20 proc. poparcia), wówczas bardzo prawdopodobne jest, że wszelkie postanowienia pakietów ratunkowych zostaną zerwane i Grecja pozostawiona sama sobie będzie zmierzać ku bankructwu i powrocie do drachmy. Greckie społeczeństwo już wyraża strach przed takim rozwiązaniem i wycofuje środki z depozytów w greckich bankach. Przez pierwsze dwa dni tego tygodnia wartość depozytów zmalała o 1,2 mld euro, co stanowi 0,75 proc. wszystkich depozytów. Sytuacja ta powoduje, że część greckich banków stanęła w obliczu problemów z płynnością. Politycy i przedstawiciele banków centralnych mają obecnie miesiąc, aby przygotować się na ewentualne zawirowania wywołane wyjściem Grecji ze strefy euro, jednak nie będzie to łatwe zadanie. Dokapitalizowanie funduszy ratunkowych EFSF i ESM z pieniędzy podatników z pewnością spotka się z silnym sprzeciwem społeczeństw państw Europy Północnej. Z kolei na drodze przeprowadzenia kolejnej rundy pożyczek LTRO przez Europejski Bank Centralny stoi wyraźny sprzeciw szefa Bundesbanku Jensa Weidmana, który wielokrotnie podkreślał, że o większym luzowaniu polityki pieniężnej nie ma mowy. Tylko, że za miesiąc może się okazać, iż nie ma innego wyjścia.

Względne uspokojenie na rynnach finansowych w środę pozwoliło powstrzymać silną przecenę złotego, choć nie obyło się bez wsparcia Banku Gospodarstwa Krajowego. Eurozłoty rano testował poziom 4,40, jednak w tym momencie swoją aktywność w sprzedaży euro za złotego zwiększył BGK tak, że na koniec dnia kurs zniżył się do 4,34. Było to potwierdzeniem wtorkowych słów wiceministra finansów Dominika Radziwiłła, który powiedział, że resort zamierza zwiększyć liczbę środków, którą zamierza wymieniać poprzez rynek walutowy (na początku roku Ministerstwo Finansów informowało o wymienianiu środków z bankiem centralnym). Obecnie ciężko oczekiwać, aby przy tak dużej niepewności na rynku, znalazł się wyraźny popyt na polską walutę inny niż ze strony BGK. Jeśli najbliższy miesiąc rynki finansowe spędzą na spokojnym wyczekiwaniu rezultatu wyborów, który nie zostanie zakłócony innymi negatywnymi impulsami, przecena złotego może zostać powstrzymana, ale trudno oczekiwać, by próby odreagowania miały przekroczyć 4,30.